Explain-it

tłumaczenia, lokalizacja, weryfikacja

 
 
 

„WARSAW, THE JERUSALEM WAY”, CZYLI O TŁUMACZENIU ADRESÓW

Autor : Anna Karpiuk

26

Październik

2017

Tłumaczenie adresów to problem, który w dziedzinie tekstów użytkowych właściwie powinien nie istnieć. Dlaczego? Ponieważ adresów na ogół nie tłumaczy się, a nie ma chyba nic prostszego niż zostawić fragment tekstu w niezmienionej formie. Mimo to zdarza mi się otrzymywać do korekty przełożone na język angielski umowy, w których głosi się, co następuje:

 

All notifications shall be sent to the following address: 34/12 Wyzwolenia Avenue, 02-003 Warsaw, Poland.

(co po polsku brzmi: „wszystkie zawiadomienia należy kierować pod adres: Aleja Wyzwolenia 34/12, 02-003 Warszawa, Polska”. Konkretny przykład zmyślony, zjawisko całkowicie autentyczne)

 

Ewidentnie pracują w branży zapaleńcy, którzy żadnemu słowu nie przepuszczą! Wyobraźmy sobie jednak, co się stanie, jeżeli klient postanowi wypełnić powyższy zapis i zaadresuje zawiadomienie na wskazany adres. Niestety w Warszawie próżno szukać „Wyzwolenia Avenue”. Nadawca może liczyć na domyślność listonosza, który zgadnie, że chodziło o Aleję Wyzwolenia. Oznacza to jednak, że uzależnia losy korespondencji (w sprawach prawnych!) od bystrości zupełnie sobie obcego doręczyciela. Niepotrzebne, stworzone przez nadgorliwość tłumacza ryzyko rośnie, kiedy z rozpędu przetłumaczy się adres na język polski – z dostarczeniem listu do Nowego Jorku zaadresowanego piękną polszczyzną „Piąta Aleja” Amerykanie mogliby mieć poważniejszy problem.

 

Ktoś mógłby zarzucić, że rozdmuchuję i sprowadzam ad absurdum kwestię drobnego zdawałoby się błędu. Owszem – ale nie bez powodu. Przetłumaczenie adresu to symptom poważniejszego problemu. Oznacza bowiem, że tłumacz tekstu użytkowego nie rozumie, iż tekst ma pełnić… funkcję użytkową. Mówiąc bardziej profesjonalnie: tłumacz nie zaznajomił się z tzw. teorią skoposu. Albo bezczelnie ją ignoruje.

 

Teoria skoposu została opracowana w latach 70. ubiegłego wieku przez Katharinę Reiß oraz Hansa Vermeera. Zgodnie z nazwą – „skopós” znaczy po grecku „cel” – jej głównym założeniem jest uznanie tekstu za narzędzie komunikacyjne, które ma realizować określony cel. W związku z tym wszelkie zabiegi tłumaczeniowe powinny sprawiać, że tekst docelowy będzie lepiej spełniał swoją funkcję. Teoria skoposu znalazła szerokie zastosowanie w tłumaczeniach tekstów użytkowych. W tym konkretnym przypadku jej zastosowanie oznaczałoby, że tłumacz dostrzeże, po co w tekście pojawia się adres (aby umożliwić wysłanie listu) i nie będzie utrudniał realizacji tego celu (czyli pozostawi adres w niezmienionej formie).

 

Czy jednak nie zdarzają się sytuacje, w których adres warto przetłumaczyć? Jak najbardziej – w literaturze. Choć i w tym przypadku warto uważać. Wyobraźmy sobie przygody Sherlocka Holmesa, który mieszka przy ul. Piekarskiej… Na zakończenie zdradzę, że trafiłam na podobny pomysł w tłumaczeniu polskiej powieści na język angielski. Otóż w przekładzie „Złego” Leopolda Tyrmanda Warszawa z lat 50. jawi się jako miasto iście kosmopolityczne. Bohaterowie przechadzają się po ulicach, których nazwy zachowano w języku polskim, np. „Nalewki Street”, ale również po „Saint Cross Street”, „Three Crosses Square” oraz – mój bezkonkurencyjny faworyt – „the Jerusalem Way” (co w obliczu nazw pozostawionych w oryginale wydaje się niejasno sugerować, że Polacy również tak te miejsca nazywają). Mieszkańcom stolicy pozostawiam rozszyfrowanie powyższych kalamburów lingwistycznych, a nam wszystkim życzę, abyśmy ich widywali jak najmniej.